Jest wiele rzeczy, za które cenię Szwecję. Niektóre kwestie mnie bawią, niektóre wzruszają, niektóre wzbudzają podziw. Są też oczywiście takie kwestie, które mnie wkurzają, albo których nie rozumiem. Wszystkie składają się na obraz kraju, kultury i społeczeństwa, które kocham. Dziś będzie o tych rzeczach, dzięki którym serce me rośnie😉
LITERATURA I ŚWIAT NAUKI
Rzecz jasna, nie jestem w stanie wskazać wszystkich rzeczy, za którą najbardziej cenię Szwecję. Nie dam rady też wskazać jednej jedynej! Bo jest ich mnóstwo. Jedną z pierwszych kwestii przychodzących mi do głowy jest literatura – kryminały, o których już kiedyś pisałam tutaj, ale też / przede wszystkim reportaże. Są doskonałe – poruszają niezmiernie ważną tematykę, są napisane jak najlepsze powieści kryminalne lub sensacyjne. Wiernie oddają rzeczywistość, są dokładne, głębokie, a zarazem często dość lekkie w lekturze. Jednak nie o same książki się tu rozchodzi! Odkąd pisząc pracę licencjacką odkryłam zasoby szwedzkich bibliotek, ale też mnogość i skrupulatność badań naukowych przeprowadzanych i publikowanych w Szwecji, oszalałam na ich punkcie. Mam wrażenie, że Szwedzi szaleją na punkcie statystyk, co tłumaczy badania nad wszystkim co możliwe😉 Na stronie Statistiska Centralbyrån (Szwedzkiego Urzędu Statystycznego, w skróce SCB) można znaleźć naprawdę zaskakujące badania. Co ciekawe, nie tylko naukowcy, politycy i dziennikarze są obyci ze statystykami – przeciętny Svensson także. Statystyki przeprowadzane dla SCB są porządnie opracowane i odpowiadają na nurtujące obywateli pytania, stąd tak szeroki odbiór. Lubię czasem poszukać sobie na stronie SCB ciekawych ankiet i popatrzeć na statystyki – mogą nam naprawdę dużo powiedzieć o kraju i jego mieszkańcach! Czyli w punkcie pierwszym mojego wywodu znalazły się nie tylko książki, ale cały świat literatury i nauki – rzetelne fakty, dobrze przygotowana baza wiedzy zgromadzona w przepięknych, olbrzymich bibliotekach, które zachęcają do przesiadywania w nich godzinami. Jak będziecie kiedyś w południowej Szwecji ogromnie polecam bibiliotekę w Lund – czułam się w niej jak w Hogwarcie, serio!
NARÓD PEŁEN SPRZECZNOŚCI
Szwecja jest dla mnie nadal nie do końca odkrytą zagadką – z jednej strony Szwedzi są bardzo spotaniczni i często ulegają chwili; z drugiej strony to jeden z najbardziej poukładanych narodów jakie znam. Wszystko musi być zgodne z prawem, naród podąża za wolą władzy jak wierne owieczki (to oczywiście małe uproszczenie). Czasem nie zaprzątają sobie głowy bzdurami, nie stresują się na zapas, nie robią rzeczy na tzw. wszelki wypadek, żyją chwilą. Z innej strony jednak zdarza się, że robią z igły widły – czasem wystarczy użyć jednego nie do końca właściwego słowa by zostać posądzonym o ksenofobię czy konformizm. Chwilami trudno nadążyć! Mnie fascynuje jednak ten dysonans, próbuję go zrozumieć.
ROWERY I BRAK KIJA W D****
Ciekawe połączenie co? Te dwa hasła mają ze sobą jednak dość dużo wspólnego. Choć sama raczej rzadko jeżdżę rowerem (a żałuję) to uwielbiam to, że Szwedzi, czy praktycznie wszyscy Skandynawowie, jako naczelny środek transportu traktują nie samochód, a rower. Nie zdziwię się, jak pewnego dnia władze kraju postanowią zbudować jakieś miejskie autostrady dla rowerów, bo ich liczba naprawdę może zadziwić. Szwedzi jeżdżą rowerami wszędzie – na zajęcia, na zakupy, do znajomych, do pracy. I nie, nie tylko uczniowie i dostawcy Uber Eats korzystają – na porządku dziennym są panowie w garniturach z aktówką w ręku czy panie w szpilkach z torebką Versace popylający na rowerze na spotkanie np. zarządu. Piękny obraz tego mało hierarchicznego społeczeństwa. Nigdy nie mogłam nadziwić się parkingom dla rowerów w Szwecji – na takim parkingu pod uczelnią czy przy stacji kolejowej mogą jednocześnie parkować setki rowerów! A parkingi bywają piętrowe😉 Do tego Szwedzi nie inwestują milionów w swoje jednoślady. To żaden krzyk mody, zazwyczaj są to starsze modele, często używane, oczywiście całkowicie sprawne technicznie. Bo przecież na starym rowerze też można dotrzeć do celu, prawda?;)
Zostawiam Wam zdjęcie parkingu wypożyczalni rowerowej na wyspie Ven – jest niesamowity!
NATURA
Co tu dużo mówić, skandynawska przyroda zapiera dech w piersiach! Szkiery, jeziora, soczyście zielone, niezaśmiecone lasy to naprawdę coś niezwykłego! Cóż, matka natura zebrała całe swoje najpiękniejsze miejsca właśnie w Skandynawii. Uwielbiam Sztokholm poprzecinany rzekami jak …. i Geteborg za skaliste wzniesienia w środku miasta. Parki z lokalnymi rzadko spotykanymi zwierzętami w samym centrum, takie bezpłatne zoo na niedzielny spacer lub miły przystanek w drodze do pracy.
Wyspy, wysepki, rzeki, rzeczki i doliny. I wszystko dzikie i nieodkryte. Charakterystyczne czerwone sommarstugor z białymi okiennicami ukryte w lasach nad jeziorami. Taki domek to moje marzenie, koniecznie w kolorze czerwieni faluńskiej!
Szwedzi dbają o naturę, mają bzika na jej punkcie. Darzą ją ogromnym szacunkiem, a ona im za ten szacunek odpłaca swoim pięknem.
MUZYKA
Nie mogłoby się oczywiście obyć bez muzyki! Gwarantuję Wam, że gdybym wymieniła kilka popularnych kapel lub wokalistów / wokalistek pochodzących ze Szwecji, to nie uwierzylibyście, ilu z nich znajduje się w czołówkach światowych list przebojów! Język muzyki to w Szwecji mimo wszystko angielski. Do tego wielu artystów działa pod pseudonimami i pisze teksty lub melodie dla innych artystów, przez co ich nazwiska często nie są powszechnie znane i to nie oni błyszczą. Ale jakby poszperać głębiej to okazuje się, że wszystko zaczęło się w Szwecji😉
W moim sercu bije dość spora mieszanka gatunkowa – Lisa Ekdahl, jazzowa piosenkarka o sensualnym głosie, Avicii, którego śmierć i stratę dla ludzkości ogromnie przeżyłam, i… ABBA oczywiście, która dzięki musicalowi Mamma mia! Łączy w sobie moje dwie miłości – Szwecję i wakacyjną, piękną Grecję. Niezłe kombo, co?;)
FEMINIZM
Można by powiedzieć, że Szwecja jest matką światowego lub europejskiego feminizmu. Rozwijał się on w Szwecji już od XVII wieku i niewątpliwie osiągnął jeden z najwyższych światowych poziomów. W praktycznie każdej dziedzinie życia uwzględnia się feministyczny punkt widzenia, zwracając uwagę potrzeby kobiet i ich równe szanse i możliwości względem mężczyzn. O właśnie, i tu pojawia się sedno sprawy – moim zdaniem to nie stricte feminizm jest celem, do którego ten naród dąży, a właśnie obejmujące każdy aspekt życia równouprawnienie. I choć czasem trudno mi uwierzyć, że szuka się równouprawnienia czy feminizmu w jakiejś sferze, co do której mi nawet nie przyszloby do głowy żeby się przyczepić, to niewątpliwie szwedzkie feministki i feminiści robią dobrą robotę i otwierają drzwi obecnym i następnym pokoleniom nie tylko w Szwecji lecz na całym świecie.
Zachwyca mnie bezkompromisowość i celowość Szwedów w walce o swoje przekonania i dobro dla każdego człowieka. Szanuję ich upór i środki, które stosują ubiegając się o swoje prawa i przywileje. Podoba mi się też to, że często nie płyną z prądem większości, a kierują się ku jednostkom.
ERIKSHJÄLPEN I INNE LOPPISY
Jednym z moich ulubionych miejsc w Szwecji są loppisy Erikshjälpen, czyli sklepy z używanymi przedmiotami, ubraniami, meblami, zabawkami. Znajdzecie w nich wszystko czego tylko dusza zapragnie. W całej Szwecji takich sklepów jest mnóstwo. W małym Lund, w którym mieszkałam myślę, że co trzeci sklep przy głównej ulicy to był właśnie loppis. Można tam znaleźć nie tylko ubrania, naczynia i meble, ale przede wszystkim książki (są nawet takie wyspecjalizowane sklepy z wyłącznie używanymi książkami, lumpeksy z ubraniami i przedmiotami w stylu boho itd). Doceniam to, że dba się o drugie życie przedmiotom, że przedmioty w świetnym stanie, mogące posłużyć innym przez wiele lat, nie lądują w śmietniku, lecz daje się im nowe życie. Poza tym można tam znaleźć perełki w naprawdę niskiej cenie! Kupiłam tam między innymi ulubiony wielki kubek z Kubusiem Puchatkiem, płytę wyżej wspomnianej Lisy Ekdahl za bodajże 10 koron (ok 4,60 zł!) czy zabawny mlecznik w kształcie kartonu z mlekiem. Poza tym, loppisy to raj dla studentów, zwłaszcza z zagranicy – po co wydawać krocie na nowy sprzęt domowy, skoro po kilku miesiącach trzeba będzie się go pozbyć? Uwielbiam w Szwecji to, że handel wtórny kwitnie i nikt się tego nie wstydzi. A przy okazji, można komuś pomóc – taki np. Erikshjälpen (najwięszka sieć second handów w Szwecji) przekazuje dochód na pomoc biednym dzieciom w Szwecji i na całym świecie. Co więcej, gdy Szwed chce się szybko pozbyć jakiś niepotrzebnych przedmiotów, ubrań czy książkek lub nie ma czasu na zawiezienie ich do loppisu, przedmioty te wystawia się w kartonach przed dom lub np. w windzie bloku w którym mieszkamy z karteczką zachęcającą do wzięcia interesujących nas rzeczy. To naprawdę super inicjatywa! Zdarzyło mi się już spotkać podobne kartony u nas w Polsce. Kto wie, może zapożyczymy sobie ten zwyczaj od naszych północnych sąsiadów?;)
CIEKAWOŚĆ ŚWIATA I LUDZI
To kolejny przykład pewnej niezgodności. Jak już kiedyś pisałam w poście o typowych Szwedach (znajdziecie go tutaj), powszechnie uważa się, że „nie umieją oni w small talk”. Szwedzi też by tak siebie określili. Ja jestem zupełnie odmiennego zdania. Nie znam drugiego społeczeństwa, które byłoby tak ciekawe świata i ludzi jak Szwedzi, zwłaszcza przy ich trudności z nawiązywaniem bliższych przyjaźni. Doskonale radzą sobie z poznawaniem ludzi, z gadką-szmatką na pierwszym spotkaniu. Przemaglują Cię wzdłuż i wszerz, bo chcą poznać Ciebie, Twój punkt widzenia, sposób rozumowania, opinię. Nie twierdzę, że te rozmowy prowadzą do głębszych przyjaźni – niestety nie ma się co łudzić – ale rozmawiając ze Szwedami zawsze odnoszę wrażenie, że naprawdę interesuje ich to, co mówię. Chłoną wiedzę o świecie na każdy możliwy sposób. Fakt, że bardzo dużo podróżują, a często są to wyprawy kilkutygodniowe lub kilkumiesięczne, tylko potwierdza moją tezę. Powszechne są zagraniczne staże czy praktyki w ambasadach, placówkach politycznych, korporacjach itp. Młodzi Szwedzi nie boją się wyzwań. Aplikują na wysokie stanowiska by się sprawdzić, nauczyć czegoś nowego, poznać inne kultury. Nie twierdzę, że zatrudniają się potem w wymienionych placówkach – często podróżują dalej lub wracają do swojego kraju i podejmują zupełnie normalną pracę, mniej angażującą czy bardziej stabilną. Ale zdobytej wiedzy i doświadczenia nikt im nie odbierze. Po prostu sprawdzają opcje, sprawdzają co ich kręci, a co nie i wybierają najlepsze dla siebie rozwiązanie. Szanuję to na maksa!
Z tych moich rozważań wyłoniło się 8 sfer, za które najbardziej cenię Szwecję i Szwedów. Na pewno znalazłoby się ich więcej (nie napisałam przecież o klopsikach-kulkach i bułeczkach cynamonowych!), ale te stanowią pewnego rodzaju trzon. Wiadomo, że każdy z nas ma inne preferencje i uzna, że w ogóle to co napisałam jemu by przeszkadzało, albo uznaje zupełnie coś innego za bardziej wartościowe. Ale jestem ciekawa czy ktoś z Was zwraca uwagę na to co ja? Podzielcie się wrażeniami w komentarzach!;)
