Skip to content Skip to footer

Klucz do sukcesu szwedzkich kryminałów

Od lat jestem fanką skandynawskich kryminałów (szw. deckare). Uwielbiam ten dreszczyk emocji, wciągającą fabułę, zarwane noce spędzone z dobrą książką. Zawsze zwracam uwagę na drobnostki, szczegóły opisujące Szwecję i Szwedów – w ten sposób poznaje się obcą kulturę. Ale zastanawialiście się kiedyś, dlaczego skandynawskie kryminały są tak popularne? Już od kilkunastu lat uparcie biją wszelkie listy bestsellerów na całym świecie. Nie mam najświeższych danych, ale w roku 2016 aż 11 na 20 najlepiej sprzedawanych książek to właśnie kryminały. Tylko co tak naprawdę przyczyniło się do ich sukcesu?
 
Kryminały w Szwecji nie są takim całkiem nowym zjawiskiem – pisano je już niemalże 100 lat temu. Wówczas do złudzenia przypominały historie Agathy Christie, jedynie akcje osadzano w szwedzkich miastach. Pierwsza fala popularności powieści kryminalnych przyszła w latach 60. i 70. wraz z twórczością duetu Maj Sjöwall i Pera Wahlöö, uznawanych za klasyków literatury kryminalnej w Szwecji. Wzbudzili oni zainteresowanie przede wszystkim tematyką swoich powieści – problemy dnia codziennego połączone z silną krytyką społeczeństwa stały się przepisem na sukces. Według Maj Sjöwall Szwecja miała w tamtym czasie dwa oblicza – jedno bezpiecznego państwa opiekuńczego i drugie, przyćmione tym pierwszym, pełne brutalności i niesprawiedliwości. Mocno widoczne były podziały społeczeństwa, które dodatkowo bardzo się pogłębiały – biedni stawali się jeszcze biedniejsi, a bogaci coraz bogatsi. Celem literackiej pary było zwrócenie uwagi na to, że rozwój Szwecji zmierzał w złym kierunku.
 
Bardziej współczesny boom na ten rodzaj literatury rozpoczął z kolei Stieg Larsson ze swoją trylogią Millenium w 2011 roku. Trylogię uznaje się za drugi z kolei największy sukces literacki na świecie XXI wieku (wyższe wyniki sprzedaży osiągnęła tylko trylogia Twillight). Millenium zdobyło szczyty bestsellerów bez wątpienia dzięki ciekawej i intrygującej treści, kunsztowi literackiemu, ale przede wszystkim dzięki postaci Lisbeth Salander. Ulf Durlind ze Svenska Deckarakademin (Szwedzkiej Akademii Pisarzy Kryminałów) twierdzi, że dobry kryminał potrzebuje trochę szalonej, specyficznej postaci, jaką jest właśnie Lisbeth Salander. I tu ciekawostka – wiecie, że ponoć wzorem do stworzenia postaci Salander była Pippi Långstrump? Sama nigdy tego nie analizowałam, w sumie przeczytałam o tym dopiero kilka dni temu, ale ponoć na drzwiach mieszkania Salander widnieje napis V. Kulla (co miało garantować jej anonimowość), a kod do jej alarmu to 74774, czyli P-I-P-P-I. Ponoć Larsson potwierdził tę informację swojemu wydawcy – zastanawiał się, kim Pippi byłaby jako dorosła osoba, czy byłaby nazwana socjopatką tylko dlatego, że miała odmienne spojrzenie na społeczeństwo?
 
Gatunek literacki jakim jest powieść kryminalna rozrósł się w ostatnich czasach, obejmując obecnie powieści psychologiczne, policyjne, kryminały historyczne, detektywistyczne, polityczne thrillery. Oczywiście przekłada się to na statystyki sprzedaży, no bo im więcej tytułów reprezentuje dany gatunek, tym większa szansa na dotarcie do różnorodnej publiczności.
 
Od czasów duetu Sjöwall i Wahlöö szwedzką powieść kryminalną charakteryzują tematy społeczne i codzienny realizm. W centrum stoi zazwyczaj zwykły bohater, zmagający się z podobnymi problemami, co przeciętny przedstawiciel klasy średniej. Zwyczajny, heteroseksualny Szwed w średnim wieku, o w miarę ustabilizowanym życiu osobistym i zawodowym. Takie postaci wzbudzają zaufanie czytelnika dużo bardziej niż superbohaterowie, z którymi czytelnik nie odczuwa żadnej więzi. Doskonałym przykładem jest Kurt Wallander z serii Henninga Mankella – rozwodnik cierpiący na cukrzycę i alkoholizm, ubolewający z powodu niezbyt dobrych relacji z dorosłą już córką. Bywa, że czytelnik chce poznawać losy takiego bohatera, by samemu poczuć się lepiej. Z kolei mordercą z reguły jest osoba chora psychicznie lub mająca jakąś traumę z dzieciństwa, często na tle seksualnym. Zazwyczaj te zaburzenia czy doświadczenia stanowią wyjaśnienie dla złych motywów mordercy.
 
Od lat 90. rynek zalewają kryminały żeńskich autorek, w których bardzo często to kobiety są stawiane w roli policjantów lub detektywów prowadzących śledztwo. Nie są już wyłącznie pomocnikami męskich komisarzy czy ofiarami, lecz silnymi kobietami sukcesu – prawniczkami czy policjantkami. U Camilli Läckberg to Erica Falck rozwiązuje wszystkie przestępstwa, mimo że to jej mąż jest policjantem, nie ona.
 
Mamy więc równouprawnienie, realizm społeczny, krytykę społeczeństwa. Nadal nie jest to jednak wyjaśnienie tak dużego sukcesu szwedzkich deckare. Przyczyn jest wiele. Jednym z najważniejszych powodów tak dużego zainteresowania jest egzotyka skandynawskiej natury i kultury. Piękne krajobrazy, dzika natura, gęste lasy, obraz długiej, mroźnej szwedzkiej zimy, romatyczna samotność tworzą obraz mistycznej, odległej, nieodkrytej krainy, tak dalekiej od anglosaskich krajobrazów i literatury, do której jesteśmy przyzwyczajeni. Dla wielu czytelników ekscytujące jest to, że cały wielki świat skupia uwagę na stosunkowo spokojnym, małym kraju, małej kulturze. Tajemniczość wzbudza zainteresowanie, a zainteresowanie przekłada się na sprzedaż.
 
Szwedzka sztuka kojarzona jest też z dobrą jakością – Lindgren czy Bergman wypracowali wysokie standardy i jakby otworzyli drzwi kolejnym szwedzkim twórcom. Dodatkowo Astrid Lindgren dała światu poczucie, że Szwecja to idylla, świat, w którym troski nie istnieją, czym zachęciła do jej odwiedzania i poznawania. Kontrast widoczny między idylliczną Bullerbyn i brutalność mordów i przestępstw opisanych w kryminałach pobudzają do refleksji, nasuwają pytania. Czytelnik jest ciekawy, co kryje się pod fasadą dobrze funkcjonującego państwa opiekuńczego gwarantującego wiele swobód i przywilejów swoim mieszkańcom. Państwo opiekuńcze jest zagrożone – autor niszczy tę sielankę, a z kolei wandalizm ciekawi czytelnika.
 
Ale czy to wystarczy by napisać bestseller? Sama jestem autorką pracy magisterskiej dotyczącej kryminałów szwedzkich i to co zdecydowanie najbardziej mnie zaskoczyło to niezwykła popularność kursów pisania kryminałów. W sieci można wyszukać na pęczki ofert kursów na różnym poziomie zaawansowania, różnej tematyce (kryminały, biografie, reportaże), różnym czasie trwania (od kilkugodzinnych do kilkudniowych!) i oczywiście w różnych kwotach (od ok 250 koron do 5-6 tysięcy). Co ciekawe często prowadzą je duże uniwersytety, specjaliści literaturoznawstwa czy nawet doświadczeni pisarze, jak np. wcześniej wspomniana Camilla Läckberg. Sama z resztą zaczynała swoją karierę pisarską na takim kursie i nie stroni od udzielania wywiadów na temat metod jakie stosuje, co często wzbudza duże zainteresowanie mediów (pojawiają się na przykład głosy porównujące ją do robota, przez co jej literatura nieraz jest krytykowana). Tworzenie powieści porównuje ona do pracy biurowej, deprecjonuje pojęcie weny literackiej. Ponadto Szwedzi wyspecjalizowali się w PR-rze i promocji kryminałów – największe nazwiska bardzo często współpracują z tym samym agentem literackim.
 
Na pewno wielu z Was wie, że u naszego północnego sąsiada prężnie rozwija się też turystyka kryminalna (czy bardziej ogólnie – literacka). W Ystad, południowym Sztokholmie, Fjällbace roi się od rodzimych i zagranicznych turystów zwiedzających miasta śladami swoich ulubionych bohaterów. To naprawdę duży biznes! Podobnie działa też park rozrywki Astrid Lindgrens Värld w Vimmerby – rodziny przyjeżdżają tam przecież po to, by przez chwilę pobyć wśród ulubionych postaci z książek Lindgren.
 
Na klucz do sukcesu szwedzkich powieści kryminalnych składa się więc wiele czynników. Na pewno jest to zasługa dobrego pióra, ciekawych historii, odwagi w komentowaniu problemów społeczeństwa czy nieudolności władzy. Warunki naturalne, różniące się od tych najbardziej nam znanych, sprzyjają poczuciu obcości i egzotyki, a zręczne opisy pięknej przyrody wzbudzają lekką zazdrość, chęc poczucia beztroski, zobaczenia tego świata na własne oczy.
 
Na pewno jest też tak, że powstaje pewnego rodzaju efekt domina – jedna dobra książka ciągnie za sobą lawinę kolejnych, które dodatkowo są ekranizowane, organizuje się wycieczki śladami ulubionego bohatera, a to wszystko nakręca rynek. Nie można jednak zaprzeczyć, że te historie mają coś w sobie, wywołują dreszczyk emocji, a brutalne morderstwa wpisują się jakby w zimny i mroczny klimat Skandynawii. A mimo tego dreszczyku emocji i gęsiej skórki, można też poznać wiele zwyczajów naszych północnych sąsiadów i zrelaksować się podczas lektury. Osobiście bradzo polecam😊

Leave a comment